„Aby stać się dobrym kielichem, godnym postawienia przed którymkolwiek panem, potrzeba najpierw, by metal był dobrze klepany. To samo zachodzi w służbie Bogu: wypada, abyśmy znosili z cierpliwością wszystkie sprawy i – miłosierni i łagodni – odpowiadali dobrem na zło w taki sposób, by bliźni został zbudowany. Niech wszyscy starają się dawać dobry przykład bliźniemu i świadczą, że są prawdziwie ubogimi Matki Bożej, oraz że nie poszli do Nursji z innego powodu, jak tylko z miłości do dusz swoich dzieci; w ten sposób przezwyciężą wszelkie rodzaje oszczerstw i wzrosną w swoich zasługach” [do o. Peregrino Tencaniego, Nursja, 86-1621]
św. Józef Kalasancjusz (1557-1648)
«Znalazłem w Rzymie lepszy sposób służenia Bogu – pomaganie biednym dzieciom i nie poniecham tego za nic w świecie»
Kardynałowie protektorzy Szkół Pobożnych
24 marca 1607 r. został mianowany pierwszy kardynał protektor Szkół Pobożnych, Ludwik de Torres. Przydzielił go papież Paweł V. Brewe "Cum pridem" dotyczące tej nominacji jest być może pierwszym dokumentem apostolskim, który dotyczy Szkół Pobożnych. Ludwik de Torres pełnił to stanowisko aż do swej śmierci w roku 1609. Na prośbę Kalasancjusza następcą kardynała Torresa został kardynał B. Giustiniani, mianowany w 1613 r. Uczestniczył w ważnych momentach w życiu Szkół Pobożnych jak np. połączenie i rozdzielenie z Kongregacją Lukkeńską. Inne istotne wydarzenia poznamy czytając jego biografię. Zmarł 27 marca 1621 r. Po jego śmierci zakon nie miał protektora aż do 1639 r. Wobec trudności, z którymi boryka się instytut w związku z konfliktami wznieconymi przez braci "reclamantes", Kalasancjusz prosi papieża o nowego kardynała protektora. Po różnych perypetiach (śmierć kardynała B. Gessiego, zaproponowanego jako protektor) doszło do mianowania Aleksandra Cesariniego, który zmarł w 1644 r. Był ostatnim kardynałem protektorem zakonu.
o. Mateusz di Paolo
Neapolitańczyk, przyjął habit kalasantyński w swym rodzinnym mieście 24 lutego 1627 r. Złożył profesję uroczystą w Rzymie 25 lutego 1629 r. Został wysłany do naszego domu San Salvador Mayor, skąd przeniósł się do Nursji i tam studiował. Jednak ze względu na nadwerężone zdrowie wrócił do Neapolu w 1630 r. Przebywał w wielu miejscach, aż w końcu został wyświęcony na kapłana w Bisignano, gdzie pozostał sześć lat. Wiemy, że w 1640 r. w listopadzie i grudniu, uczestniczył jako wokalis w kapitule prowincjalnej. Nie znany jest rok jego śmierci.
Odnośnie trudów podejmowanych dla utrzymania dzieła, wiem, że było ich wiele, ponieważ [Kalasncjusz] przez wiele lat uczył w szkole, co więcej: zajmował się w zastępstwie [innych] kilku klasami na raz. Słyszałem tegoż ojca, mówiącego, że [z powodu tych trudów] musiał spędzać całe noce na czuwaniu, że na kolanach pisał wzory wypracowań dla różnych klas, a będąc już starym, nie przestał odwiedzać klas, nawet jako Generał, żeby zadawać ćwiczenia i nauczać dzieci. [O. Kamil Scassellati SchP¸ w: Proceso informativo, op. cit., 52]
[...] szczególnie poprzez nabożeństwo, jakie miał do Najśw. Sakramentu, które manifestował zawsze, a przede wszystkim pod koniec życia, gdy będąc już prawie ślepy ze starości nie chciał nigdy zrezygnować z odprawiania codziennie Mszy w oratorium prywatnym; nawet za cenę wielkich cierpień fizycznych, których doznawał stojąc i spowodowanych słabością wzroku, dla której trzeba było zaopatrzyć się w grube świece. {O. Anioł Morelli SchP, w: Proceso informativo, op. cit., 404n.]
"Widziałem go..."
Każdego dnia odprawiał Mszę świętą z wielką pobożnością. Żeby przygotować się do niej trwał przez godzinę na kolanach i boso. Jako dziękczynienie – tyle samo albo więcej. Widziałem go wiele razy przed i po Mszy w jakimś zakątku kościoła, skupionego i w Bożym uniesieniu, z twarzą wilgotną od łez i z twarzą jaśniejącą nadzwyczajną bielą. [Uczeń Ś.O.N. z Frascati, w: Proceso informativo „auctoritate ordinaria”, Arch. Gen. Szkół Pobożnych, Rzym, Reg. Cal., 30]
„Ten jest uleczony”.
Jestem przekonany, że można nazwać cudem to, co zamierzam opowiedzieć a co zdarzyło się w mojej obecności: pewnego dnia, podczas gdy o. Józef [Kalasancjusz] odprawiał Mszę w oratorium na górze, które znajdowało się wówczas obok infirmerii, dał się słyszeć przeraźliwy krzyk niejakiego o. Ignacego, genueńczyka, który poprzedniego wieczoru spadł ze schodów i z powodu uderzenia w tył głowy stracił mowę, ale czasami wydawał nieustanne i przerażające okrzyki. Gdy wspomniany ojciec usłyszał owe okrzyki, wstrzymał się na moment [z odprawianiem] Mszy i zapytał mnie, skąd pochodziły te wrzaski. Opowiedziałem mu pokrótce, co zaszło poprzedniego wieczora i że pan Krzysztof [lekarz] uznał go [o. Ignacego] za nieuleczalnie chorego. Wówczas o. Józef westchnął i wzniósł oczy do nieba. W tym momencie o. Ignacy przestał krzyczeć i bóle go opuściły, a lekarz, który przyszedł pół godziny później powiedział: „Ten jest uleczony”. A ponieważ pytał ze zdumieniem, co zaszło, powiedziano mu przebieg zajścia podczas Mszy a wtedy lekarz powiedział: „To jest wielki cud”, o czym zresztą sam don Krzysztof będzie mógł zaświadczyć. [Br. Wawrzyniec Ferrari SchP, w: Proceso informativo „auctoritate ordinaria”, Arch. Gen. Szkół Pobożnych, Rzym, Reg. Cal., 30, s. 537]
Czy nie znasz mocy, jaką mają te dwa konsekrowane palce?
Gdy pewnego dnia [Kalasancjusz] szedł do [Bazyliki] św. Jana na Lateranie natknął się na tłum ludzi, którzy usiłowali wprowadzić do kościoła opętanego, jednak nie mogli w żaden sposób tego dokazać. Zbliżywszy się nasz Ojciec, mocą prawdziwej wiary, dwoma palcami prawej ręki, którymi podnosi się Przenajświętszą Hostię, wziął opętanego za rękę jakby to był baranek. Gdy byłem już zakonnikiem, zapytałem go o prawdziwość zajścia i o to jak ono przebiegło, a on mi odpowiedział: „Czy nie znasz mocy, jaką mają te dwa konsekrowane palce?” [O. Franciszek Castelli SchP, w: Proceso informativo „auctoritate ordinaria”, Arch. Gen. Szkół Pobożnych, Rzym, Reg. Cal., 30, s. 448]
„Wasza Wielebność winien wiedzieć, że posłuszeństwo podwładnych nie wynika z posiadania dyplomu przełożonego, lecz z przykładu i dobrych dzieł, które czyni, i udzielania, jako pierwszy, pomocy we wszystkich rzeczach. A przez zaniedbanie tego i przez chęć postępowania jak przełożeni absolutni, doszło w dużej mierze do rozluźnienia dyscypliny w naszych domach. Przełożony "prius debet facere et postea docere" [najpierw winien czynić, a potem uczyć] w ten sposób, że można mu powiedzieć, że prawdziwym świadectwem jest i to, o którym ojcu mówię, ale i to, które ojcu zostanie wysłane pismem”. [do o. Fedele, Neapol, 3055-1639]
„Pocztą otrzymałem wiadomość o ucieczce br. Aleksego. Wydaje mi się, że musi być bardzo chory na głowę. Ponieważ jego błędem była dobrowolna zgoda na kuszenie demona, to myślę, że lekarstwem, które można by zastosować, jest spowiednik, któremu nie zabrakłoby miłości, żeby go spowiadać parę razy w tygodniu i by często go odwiedzać, prowadząc do odkrycia wszystkich myśli i rozmyślań, które nosi wewnątrz i dostarczając mu koniecznego lekarstwa. Jeśli to miłościwe lekarstwo trwałoby dwa lub trzy miesiące, to jestem pewien, że poprawiłby się i wstąpiłby do jego serca ból z powodu obrazy Boga i pragnienie pokutowania za swe grzechy. [do o. Fedele, Neapol, 3055-1639]
Subskrybuj:
Posty (Atom)
