Wśród spraw boskich najwznioślejsza jest współpraca przy zbawianiu dusz.

     „Niechaj Ojciec stara się w szkole i w kaplicy uczyć wszystkich, jak ważna jest bojaźń Boża w sercach chłopców. Jest to najwyższa nauka, jaką można przekazać w tym życiu, a także najwięcej warta, jeśli czyni się to jedynie z czystej miłości do Pana, prawdą jest bowiem, że inter opera divina divinissimum est cooperari saluti animarum [Wśród spraw boskich najwznioślejsza jest współpraca przy zbawianiu dusz.]”. 

[List 228 (P 1374), Rzym, 27 kwietnia 1630 r., do o. Józefa Apy, Neapol]
     „Zalecam Ojcu, by nowicjusze przestrzegali milczenia, inaczej bowiem nigdy nie nauczą się rozmawiać z Bogiem, a cnota milczenia objawia człowieka chętnego i odmienionego wewnętrznie. Niechaj Ojciec traktuje tę radę jako polecenie, wraz ze skromnością oczu wiedzie bowiem ku doskonałości religijnej, która jest ukrytym skarbem Ewangelii kiedy się go odnajdzie (jakkolwiek nieliczni go znajdują, bo nieliczni przezwyciężają sami siebie). Prowadzi do porzucenia wszelkich ziemskich spraw i starań o posiadanie go jako czegoś, co przewyższa wszystkie rzeczy na ziemi”. [List 226 (P 1367), Rzym, 20 kwietnia 1630 r., do o. Stefana Busdraghiego, Neapol]
     „Zawsze, gdy słyszę o tym, że nowicjusze żarliwie i z radością kroczą drogą duchową, napawa mnie to wielką pociechą. Aby należycie rozpocząć życie czyśćcowe, wszyscy winni współzawodniczyć, by wyłonić tego, który jest najpokorniejszy, trofeum tego wyścigu wręczone zostanie bowiem jedynie pokornym, którzy zostaną wywyższeni podług tego, jak bardzo korzyli się w tym życiu, a że droga ta budzi wielką niechęć w naszych umysłach i ponieważ powiadają, że jest to wąska ścieżka i tylko nieliczni ją odnajdują, niech Ojciec kładzie wielki nacisk na tę sprawę, bo będzie to z wielkim pożytkiem dla nowicjuszy, a co za tym idzie i dla naszego zakonu. Od postępów w nowicjacie zależy pozostałe życie religijne, pewnym jest bowiem, że dimidium facti qui bene coepit habet [połowę zrobił, kto dobrze zaczął]”. 

[List 225 (P1360), Rzym, 13 kwietnia 1630 r., do o. Stefana Busdraghiego, Neapol]

A dokąd idzie wół, który nie orze?

     "Wasza Wielebność winien mieć wyrytą w sercu ową świętą sentencję, która mówi: per multas tribulationes oportet introire in regnum Dei (Dz 14, 22), z miłości do Pana, który nie zgrzeszywszy i nie będąc do tego zmuszonym, tak wielkie męki i zniewagi za nas wszystkich cierpiał, my znosić musimy wielkie rzeczy, jak to czynią ulubieńcy Pana, aby sprawić mu przyjemność, choć przedtem – a  trwać w ciągłej pokorze – winniśmy pomyśleć, że zasłużyliśmy na to naszymi grzechami. „A dokąd idzie wół, który nie orze?”*: nie można uciec od tej sentencji". 

* przysłowie kastylijskie

[List 224 (P 1353), Rzym, 5 kwietnia 1630 r., do O. Józefa Frescio, San Salvador Mayor]


     „Proszę powiedzieć o. Józefowi, iż wielką pociechą dla mnie jest to, iż zaczął odprawiać mszę świętą i że proszę go, by w miarę możliwości czynił to z wielką pokorą i przed rozpoczęciem mszy myślał o tym, że występuje w imieniu całego świętego Kościoła niczym ambasador Ojca Wiecznego, nie tylko ze względu na sławienie największej wiary katolickiej i odpuszczenie grzesznikom, ale także po to, by wspomóc dusze zmarłych. Do tego, żeby wyjednać podobne łaski, potrzebna jest wielka pokora i ważne jest to, by dobrze zacząć”. 

     [List 222 (P 1350), Rzym, 29 marca 1630 r., do o. Stefana Cherubiniego, Neapol]



Poznanie samego siebie drogą do poznania Boga

     „Poznanie samego siebie oraz ubóstwa, w jakim wszyscy się rodzimy, a także niewdzięczności, jaką odpłacamy Bogu za tyle dobrodziejstw, to dobry początek życia duchowego i jeśli Brat pilnie się w tym ćwiczył, jak na to wskazuje list z 10 bieżącego miesiąca, zapewniam, że jeszcze w tym życiu otrzyma Brat w nagrodę pewne poznanie Boga, a jest to wiedza tak ogromna, że jedna jej cząstka przewyższa całą wiedzę człowieka, w pogoni za którą ludzie trwonią najlepsze lata swego życia, a która w nagrodę nadyma i wbija w pychę tych, którzy ją posiedli. Poznanie Boga stopniowo beatyfikuje człowieka, w zależności od tego, jak wzrasta w nim miłość Boga pod wpływem tego poznania. Usilnie namawiam Brata, by pierwszą rzeczą każdego dnia była właśnie owa praca nad poznaniem; potem Pan ześle Bratu wszystkie inne rzeczy, których nie zna świat. Dla mnie będzie to wielka pociecha, lecz korzyść i zasługa dla Brata jeszcze większa, co oby Pan zesłał Bratu w obfitości. Życzę Bratu tego jak sobie samemu”. 

[List 221 (P 1339), Rzym, 15 marca 1630 r., do br. Karola Cesario, Frascati]

Jak wyglądał św. Józef Kalasancjusz?

"Pamiętając go bardzo dobrze, mając go niemal przed oczyma, mogę powiedzieć, że był wysokim człowiekiem, wspaniałej prezencji, miał brązową brodę, twarz pociągłą i jasną". 

[Z listu ks. Franciszka Motesa wspominający św. Józefa Kalasancjusza]
     „Nie mogę nie przypominać w każdej poczcie, aby jak najstaranniej doglądano szkoły, choćby nawet trzeba było czasami zaprzestać innych ćwiczeń, szkoła bowiem to nasz własny instytut i jeśli nie funkcjonuje należycie, schodzimy z prawdziwej drogi ku naszemu zbawieniu”. 

[List 211 (P 1287), Rzym, 5 stycznia 1630 r. do o. Mateusza Reale, Carcare]

Kary Kalasancjusza

      „Niech br. Józef biczuje się we wtorki, czwartki i soboty w refektarzu w porze posiłku, tak długa, jak długa trwa jedno miserere; br. Eustachy tylko we czwartki, a br. Jakub niechaj przez trzy dni, wcześniej wyznaczone, jada pod stołem, jednego dnia opuszczając zupę, drugiego wino, a trzeciego przystawkę. Niechaj br. Franciszek w czasie tych trzech dni trzykrotnie wstaje od stołu podczas posiłku i za każdym razem znaczy językiem krzyż na ziemi; br. Janowi Chrzcicielowi, nowicjuszowi i jego towarzyszowi z nowicjatu wymierzymy surowsze kary, aby w tamtejszym domu panowały miłosierdzi i cierpliwość. I niechaj żadna z napisanych tutaj rzeczy nie zostanie pominięta”. 

[List 207 (P 1268); Rzym, 2 grudnia 1629 r.; do o. Jana Garcii, Frascati]
     „Starajcie się wszyscy trwać w świętej zgodzie. Trzeba, by przełożony przodował również w miłosierdziu i cierpliwości oraz w wielkości ducha i by – jak ojciec – umiał utrzymać swych podopiecznych w spokoju, inaczej będzie to jego wina, nie tylko wobec ludzi, lecz wobec Boga, którego proszę, by zawsze błogosławił nas wszystkich. Amen”. 

[L 203 (P 1246), Rzym, 2 listopada 1629 r., do o. Mateusza Reale, Carcare ]